W drodze powrotnej do Ust-Barguzin


Kolejna noc pod namiotem za nami. I tym razem sprzęt nas nie zawiódł. Jemy szybkie śniadanie i ruszamy w drogę. Niedźwiadek jeszcze nie odszedł od obozowiska. O tym, jak poprzedniego dnia spotkaliśmy niedźwiedzia, można przeczytać we wpisie Półwysep Święty Nos, miś i rosyjski biwak. Postanawiamy wracać do najbliższej wsi – do Ust-Barguzin.

Postaramy się znaleźć tam nocleg i transport do Ułan-Ude na następny dzień. Opuszczam to miejsce z pewnym niedosytem. Nie doszliśmy tam, dokąd chcieliśmy. – Czy uda nam się tu jeszcze wrócić? – pytam siebie. Odpowiedź przyjdzie kiedyś.

Do Ust-Barguzin

Piaszczysta droga powrotna przez las, autor: Justyna Napiórkowska

Piaszczysta droga powrotna przez las, autor: Justyna Napiórkowska

Mamy do przebycia 20 kilometrów w upale. Może złapiemy autostopa. To jedyny możliwy środek transportu na Półwyspie Święty Nos, nie licząc oczywiście własnych nóg. 🙂

Przed wyprawą robiliśmy test własnych możliwości. Przeszliśmy wtedy 20 kilometrów w Puszczy Kampinoskiej i nocowaliśmy na polu namiotowym. Byliśmy zadowoleni z efektów. Teraz jestem więc pewna swojej kondycji i umiejętności.

Nie przewidzieliśmy jednak jednej rzeczy – suszy. W Polsce nawet w upalny dzień powietrze jest wilgotne. Na Półwyspie Święty Nos odnoszę wrażenie, że nie mam czym oddychać. I to jest moim słabym punktem. Szybko opadłam z sił. W czasie tego przemarszu przestaję lubić kąpiele słoneczne.

W połowie drogi udaje się złapać autostopa. Naszym kierowcą jest miejscowy, który właśnie wraca z porannego połowu ryb. Jest ciekawy, jak żyje się w Polsce. Opowiadam mu o miejscach, w których mieszkałam. O moim rodzinnym mieście i bezrobociu sięgającym 25 procent. I o Warszawie, gdzie ułożyłam sobie życie.

W Buriacji wielu ludzi nie może znaleźć pracy. Bardzo często się załamują i wybierają alkohol. Miejscowi nazywają ich zombie. To bardzo trafne. Umarli przecież już za życia.

Ludzie żywią się głównie tym, co złowią w Bajkale. Ryb jest jednak mało i prawdopodobnie zostanie wprowadzony zakaz połowu. Nasz kierowca nie poddaje się. Postanawia założyć własną hodowlę ryb. Konsultuje się w tej sprawie z Polakiem, który udziela mu porad przez Skype. Wygląda na człowieka, którego interesuje tylko zabezpieczenie bytu swojej rodzinie.

Droga do Ust-Barguzin, autor: M.

Droga do Ust-Barguzin, autor: M.

Ja w drodze do Ust-Barguzin, autor: M.

Ja w drodze do Ust-Barguzin, autor: M.

Most w drodze do Ust-Barguzin, autor: Justyna Napiórkowska

Most w drodze do Ust-Barguzin, autor: Justyna Napiórkowska

Docieramy do wyjścia z parku narodowego. Przed nami kolejne 5 kilometrów. Przechodzimy przez most i dochodzimy do Ust-Barguzin. Wieś ma 7 tysięcy mieszkańców. W miejscowym sklepie rezerwujemy miejsce na marszrutkę do Ułan-Ude na następny dzień.

Spotkanie z Panią Anią

Znajdujemy wreszcie wolny pokój. Wieczorem możemy skorzystać z kąpieli w bani. Właścicielką kwatery jest Pani Ania – przeurocza i ciepła kobieta. Długo ze sobą rozmawiamy. Jako jedyna we wsi prowadzi swój dom gościnny przez cały rok. Przyjmuje turystów, naukowców i robotników. Dzięki temu poznaje wielu ciekawych ludzi. Uwielbia Bajkał zimą. Kocha pracować wtedy na zewnątrz i nie przeszkadzają jej temperatury około minus 40 stopni Celsjusza. Przez oblodzone jezioro jeździ z mężem samochodem do przyjaciół, którzy mieszkają na Wyspach Uszkanie.

Bania w kwaterze Pani Ani, autor: Justyna Napiórkowska

Bania w kwaterze Pani Ani, autor: Justyna Napiórkowska

Bania w kwaterze Pani Ani, autor: Justyna Napiórkowska

Bania w kwaterze Pani Ani, autor: Justyna Napiórkowska

Czas odpocząć. Musimy wstać o świcie. Rano jedziemy do Ułan-Ude – stolicy Buriacji.

Buty M. po dwóch dniach spędzonych na Półwyspie Święty Nos, autor: M.

Buty M. po dwóch dniach spędzonych na Półwyspie Święty Nos, autor: M.

To był najtrudniejszy dzień naszej wyprawy. Do dziś na wspomnienie drogi powrotnej do Ust-Barguzin przechodzą mnie dreszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CommentLuv badge