Rumuńskie sierocińce, czyli o spustoszeniu w mózgach dzieci 4


wychudzony chłopiec z rumuńskiego sierocińca

Rumuńskie sierocińce, czyli o spustoszeniu w mózgach dzieci, źródło: pixabay.com

Opuszczone budynki. Bieda. Spartańskie warunki. To rumuńskie sierocińce. Świat dowiedział się o nich po rewolucji w 1989 roku.

Jak do tego wszystkiego doszło?

Sprawcą tej tragedii był Nicolae Ceaușescu, były prezydent Rumunii. Sprawował tam władzę dyktatorską przez 22 lata. Za jego czasów państwowa gospodarka była w opłakanym stanie. Ceaușescu wpadł na pomysł, jak rozwiązać problemy kraju: im więcej obywateli, tym wydajniesza siła robocza. Wprowadzono więc ograniczenia w dostępie do antykoncepcji i aborcji. Ciąże często usuwano nielegalnie. Dzieci były porzucane. Biedni ludzie nie radzili sobie finansowo. Władze odbierały im więc pociechy. Opuszczone maluchy umieszczano w sierocińcach.

Nikt jednak specjanie nie przejmował się losem dzieci. Codziennością był chłód i bród oraz brak prądu i wody. O zabawkach, książeczkach i rozwoju maluchów nikt nie myślał. Opiekunki nie radziły sobie z dużą ilością obowiązków. Noworodki milczały. Oduczyły się płakać i gaworzyć. Starsze dzieci siedziały w miejscu i kiwały się godzinami.

Rumuńskie sierocińce nauką dla świata

Zaraz po obaleniu reżimu do Rumunii przybyła pomoc humanitarna. Naukowcy szukali sposobu na odwrócenie zmian w dziecięcych mózgach.

Badacze mięli do czynienia ze skrajnym opuszczeniem. Co do zasady, maluchy szybko rozwiją się przez pierwsze trzy lata życia. Potrzebują wtedy ciagłej stumulacji i bliskości z osobami, które się nimi opiekują. Poczucie bezpieczeństwa to podstawa ich prawidłowego rozwoju. A tego wszystkiego zabrakło w rumuńskich sierocińcach.

Skutki były opłakane. Dzieci miały mniejsze mózgi w porównaniu do rówieśników, którzy wychowywali się w pełnych rodzinach. Ucierpiały szczególnie obszary odpowiedzialne za emocje i stres. Dzieci miały więc problemy z nazywaniem uczuć i opanowaniem agresji. W dorosłym życiu przeradzało się to w napady lęku i depresję. Maluchy wolno się uczyły. Jako dorosłe osoby miały też problemy z tym, aby wziąć odpowiedzialność za swoje życie.

Obserwacje naukowców pokazały, że udało się odwrócić część zmian u dzieci, gdy trafiły do rodzin zastępczych. Jako osoby dorosłe były lepiej przygotowane do życia w społeczeństwie niż ich koleżanki i koledzy, którzy pozostali w sierocińcach.

Jaki to ma związek z językiem?

Ten przykład pokazał, w jaki sposób człowiek uczy się mówić. Dużo zależy od otoczenia, w którym dorasta dziecko. Gdy maluch słyszy ludzką mowę, w mózgu uaktywniają się obszary odpowiedzialne za rozumienie języka. Dziecko w ten sposób przygotowuje się do samodzielnego mówienia. Bez dobrej stumulacji, nie powstaną więc odpowiednie połączenia pomiędzy neuronami.

Więcej o tym znajdziesz we wpisie Jak uczy się dziecko? Czego Ty się od niego nauczysz?

Przerażają mnie rumuńskie sierocińce i los niewinnych dzieci. Staram się jednak patrzeć na tę historię jak na triumf nauki. Odkrycia badaczy z pewnością pomogą przyszłym pokoleniom. A jakie jest Twoje zdanie?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CommentLuv badge

4 komentarzy do “Rumuńskie sierocińce, czyli o spustoszeniu w mózgach dzieci

  • Sławomira

    Myślę, że tutaj badania mózgów były raczej dokumentacją (,,patrzcie, co ludzie zrobili”) niż wstępem do jakiegokolwiek postępu (,,zróbmy komuś coś takiego jeszcze raz”). Bo w sumie odkryto tylko to, że dzieci w złych warunkach się rozwijają źle. No i cała ,,pomoc dla przyszłych pokoleń” to naukowe uzasadnienie tego, że trzeba dzieci traktować dobrze. Jakby ktoś tego jeszcze nie wiedział, to ma badania, które tego dowodzą.

    • Justyna Autor wpisu

      Po tych badaniach ustalono najważniejsze momenty w rozwoju dzieci i jakie dokładnie zmiany zachodzą w ich mózgach. Powstały też wytyczne, w jaki sposób chronić najmłodszych przed opuszczeniem. Im mniej powtórzy się w przyszłości takich tragedii, tym lepiej. Właśnie tę lekcję dla świata uznałam za krok do przodu.

  • Ilona

    Temat jest ciekawy, ale szkoda, że potraktowałaś temat tak pobieżnie, bo bardzo dużo tu nieścisłości, a wręcz przekłamań. Za czasów Ceaușescu wcale nie było zakazu antykoncepcji ani nakazu posiadania 4 dzieci. Większość ludzi miała 2 lub 3 dzieci, a biedni z ponad 5tką mogli poddać się legalnej aborcji. Fakty są takie, że w tamtych czasach w Rumunii było więcej legalnych aborcji niż teraz w Polsce. Gospodarka Rumunii też nie była w opłakanym stanie, a „zaraz po obaleniu reżimu przybyła pomoc humanitarna” – przecież Rumunia w tamtych czasach utrzymywała normalne, rozwinięte relacje gospodarcze z zachodem…

    • Justyna Autor wpisu

      Ilona, dziękuję za Twoją opinię. Nie do końca jednak się z nią zgadzam. Dotarłam do książek i różnych artykułów na ten temat, poniżej przytaczam szczegóły. Twój komentarz jest dla mnie cenną informacją zwrotną, dlatego przeredagowałam trochę wpis, być może coś było nie do końca zrozumiałe. To bardzo ważne dla innych Czytelników.

      Odniosę się do poszczególnych rzeczy:
      – w czasach Ceaușescu antykoncepcja zniknęła ze sklepów, nie produkowano ich w kraju ani nie importowano – źródło – książka Ceaușescu. Piekło na ziemi, autor: Thomas Kunze;
      – nakazu posiadania 4 dzieci rzeczywiście nie było, jednak dopiero po ich urodzeniu kobieta zyskiwała prawo do aborcji – źródło: http://www.un.org/esa/population/publications/abortion/doc/romania.doc;
      – na temat ilości legalnych aborcji w Rumunii i w Polsce nie czytałam, więc trudno mi się odnieść;
      – lata 80. to w Rumunii czasy biedy i izolacji międzynarodowej – źródło: https://histmag.org/25-lat-temu-zaczal-sie-upadek-rzadow-Ceauescu-10439/1.